Mieć i zjeść jabłko, czyli wyborcy a obywatele

(c) Hartlepool Museums and Heritage Service; Supplied by The Public Catalogue Foundation

Przez około trzy tygodnie […] nie działo się tam [w parlamencie] nic, nie było przepychanek Witta z Radzieckim, nie było rozlewu krwi, a poselskie ławy powoli okrywa kurz.[…] wyborcy oczekują nowych ustaw, reform i ulepszeń.

Auksencjusz Butodziej-Witt,
„Parlament, konkordat i partyjny remis”, Tygodnik Luindorski

Pomysł na artykuł o legislacji miałem już od jakiegoś czasu, bezpośrednim impulsem są natomiast wyżej zacytowane słowa ministra Butodzieja, a dodatkowym kontekstem – powtarzane do znudzenia przez premiera Witta oskarżenia wobec KPD, że „nie składa projektów”.

Tym, czego obaj Towarzysze nie zauważają, jest wewnętrzna sprzeczność swoich oczekiwań, argumentów i postulatów. Nie kto inny jak KPA, do którego obaj należą, jest zwolennikiem i „strażnikiem” obecnego systemu parlamentarnego, w którym każdy obywatel może być parlamentarzystą. To teoretyczne założenie działa zresztą w praktyce – i niemal każdy aktywny publicznie obywatel tym parlamentarzystą jest.

Czy w takiej sytuacji da się obronić stwierdzenie, że „wyborcy oczekują nowych ustaw”, które mają dostarczyć Partie? Niespecjalnie, gdyż większość tych wyborców samemu w Parlamencie zasiada – i ma możliwość samemu te projekty składać, albo choćby inicjować debaty nad zagadnieniem bez konkretnego projektu, co również dopuszcza Regulamin. Tymczasem – jak widać w Parlamencie – takich inicjatyw brak. Brak nawet głosów od tych, którzy nie mają czasu bądź umiejętności aby samemu legislację inicjować, że coś jest potrzebne. Legislacja, wbrew temu co próbują nam wciskać członkowie KPA, nie leży w centrum zainteresowania społecznego.

W tym leży clou sprzeczności argumentacji i postulatów konserwatystów. Promując parlament powszechny wycierali sobie gęby frazesami o intelekcie i odpowiedzialności wszystkich obywateli, udowadniając, że sprzeciw wobec takiej izby jest antydemokratyczny. Dziś jednak, kiedy Parlament demokratycznie zadecydował o wzięciu sobie wolnego, twierdzą, że to Partie powinny tworzyć i forsować projekty, na które społeczeństwo rzekomo czeka. W dziwacznej żonglerce pojęciami augustianie postanowili rozerwać „wyborców” oraz „parlamentarzystów”, choć grupy te są w naszej rzeczywistości w dużej mierze tożsame [1].

Ten sztuczny podział służy temu, aby nadać im różne cechy – o ile obywatele-parlamentarzyści to grupa odpowiedzialna i aktywna, która może i powinna brać bezpośrednią odpowiedzialność za los państwa i legislację, o tyle obywatele-wyborcy to grupa bierna, która  wymaga, aby instytucje takie jak partie polityczne inicjowały legislację w ich imieniu. Grupa, która nie potrafi nawet samodzielnie zasygnalizować swoich potrzeb – ale wg. diagnozy KPA oczekuje ustaw i reform niczym kania dżdżu.

Wszystko to kieruje nas do jasnego wniosku – KPA widzi ustawy nie jako środek do celu, ale cel sam w sobie. To, czy ustawa faktycznie odpowiada na jakieś zapotrzebowanie, czy będzie faktycznie wykorzystywana w praktyce ma dla tego rządu mniejsze znaczenie niż to, że faktycznie została uchwalona. To przypadek sztandarowych ustaw jak kodeks karny czy zmiana ustawy o sądownictwie – które mimo implementacji nic nie zmieniły w regulowanej materii, sądownictwo jest martwe tak jak było. Także mniejsze ustawy rządowe wykazują podobny trend – można przywołać chociażby ustawę o instytucjach, która jak dotąd nie przyniosła żadnej jakościowej wartości dodanej: powstały z jej powodu statuty dla paru instytucji, które i tak pozostały bez wpływu na te instytucje.

KPA wzywając komunistów do składania projektów szuka platformy, na której może się porównywać z KPD i bić po oczach wyższymi cyferkami w atrakcyjnych wykresach. Poszukiwania te są tym bardziej rozpaczliwe, w im większe problemy popada rząd von Witta, który po wykruszeniu się dużej części składu opiera się już niemal wyłącznie na nim samym. Wąska ławka kandydatów i wewnętrzne niesnaski to temat, który augustianie jak najchętniej by przykryli, najlepiej dyskusjami nad nie zawsze trafionymi ustawami.


[1] Twarde dane na 29 sierpnia (2 tura wyborów): wyborców było 30 osób, parlamentarzystów dziewiętnastu, czyli 2/3 głosujących, przy ogólnej liczbie 83 uprawnionych obywateli. Dodać można, że trend idzie raczej w kierunku dalszego zagęszczenia, wskutek zmian w prawie o obywatelstwie i zmian demograficznych. Na dzień publikacji artykułu mamy 14 parlamentarzystów, przy 40 uprawnionych do głosowania, liczbę obecnie głosujących poznamy 20 listopada po zakończeniu trwającego referendum.  Jeżeli można uznać to za jakąś wskazówkę – niedawna sonda preferencji politycznych przyciągnęła 20 głosujących.

O Autorze
Prezerwatyw Tradycja Radziecki W mikroświecie od 2005 roku. Mieszkaniec wielu krajów, w Dreamlandzie od 2016 r. Współzałożyciel KPD. Literat, heraldyk, grafik i polityk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *