Wspominając sierpień

Pamięci mieczem nie zarżniecie

Marszałek stuknął laską o dębowe deski.
Już ucichł szmer. Jedynie pałacowe freski
ponad głowami posłów, stróżów demokracji,
nie zdając sobie sprawy z wagi sytuacji,
wciąż ukazują swe roześmiane oblicza.
Wszyscy wstrzymują oddech – głosy już podlicza
ostatnie sekretarz i coś piórem gryzmoli
na kartce białego papieru. Wstaje powoli
i głosem ledwie słyszalnym werdykt odczytuje.

Przeszedł wtedy przez salę mruk niedowierzania.
Wszak stała się rzecz, co od Sarmacji zarania
nie miała precedensu. W krajanki obronie,
pod sąd oddając tego, co siedzi na tronie,
stanęli dziś synowie baridajskiej ziemi.

Bo gdy gniewny despota list grubiański wyśle,
plując przy tym na godność chorych na umyśle,
kiedy sądzi, że władza jego jest z boskiego
nadania i nie zależy wcale od prawa ludzkiego,
wtenczas ci, co honor im wartością najwyższą,
co swoją odwagą niejednego przewyższą
księcia, powinni każdego przed diabłem bronić
w koronie i nigdy nie wahać się chronić
godności i wolności – tej drugiej już tak mało…

Za sprawą baridajskich posłów to się stało
dzisiaj, na sejmowej sali. Zewsząd oklaski
których uciszyć i dźwięk marszałkowskiej laski
nie zdoła. Na mównicy się szczupły pojawia
jegomość. To kanclerz Asketil! Długo przemawia
do gromady ludzi w tej izbie dziś zebranych.
Mówi o zasadach przez przodków zapisanych.
O tym, że sprawiedliwość jest powszechna i święta
I nawet monarcha niechaj o tym pamięta!
Mówi o równości, po jej stronie stanięciu.
„Nie jest to – broń Boże! – żadna zemsta na księciu.”
Zapewnia kanclerz takimi kończąc słowami,
wspartymi zebranych gromkimi oklaskami.

Jednak owacje przerywa hałas z oddali.
Słychać też tętent kopyt. Może gdzieś się pali?
Huk wciąż bliżej i bliżej, niebo pociemniało.
Ziemia się trzęsie w posadach. I się schowało
słońce za chmurami. Dobiega końskie rżenie.
W pewnej chwili rozlega się głośnie walenie.

Wyłamali wrota z zawiasów! Kurz powoli
opada. Na odkryty widok , mimo woli,
zebrani mrużą oczy, wszak przed nimi staje
książę na czarnym ogierze. Wojsku wydaje
rozkazy. Los zebranych w tej chwili się waży.
Machając szablą krzyczy: „Strzelać do hucpiarzy!”

Pada pierwsza salwa – z nią pierwsze ciała na ziemię
Bóg ukarze zbrodnicze, kefasowe plemię!
Ryk oprawców się miesza z mordowanych wyciem.
Tylko niektórym posłom udaje się ujść z życiem,
zdobyć broń po czym uciec do sąsiedniej sali,
by dzielnie stawić czoła kolejnej wrogów fali.

Nie jest to łatwe zadanie, bowiem wśród zastępów
piekielnych są z najgłębszych odmętów Tartaru
krwawe bestie. Nie były ludźmi– bez litości
choć cienia zabijały szalejąc z wściekłości.

Najgorszą z tych kreatur stojącą w tej sali
ocaleli ludzie Januszem potem zwali.
I niczym sosna w jej znaku wysoka była,
na widok trupów nowych wniebogłosy wyła.
Ciało łuską pokryte, grzywa rozczochrana.
To on był najwierniejszym sługusem tyrana!

Stał tam też wszędzie znany poplecznik despoty,
a honor jego tak niewielkiej wart był kwoty.
Bo on przed ponad dekadą koronę oddał
baridajską w kefasowe łapy. Swój poddał
naród tak wielu cierpieniom w zamian dostając
w Księstwie godności liczne – markizem się stając
przeszedł już ostatecznie na stronę Sarmatów.
Teraz się nie waha strzelać w stronę rodaków!

Był i zdrajca gideński – krwawy rzeźnik Almery.
On tuż po stłumieniu oporu przejął stery
w Królestwie wraz z Khandem – swoim podłym wspólnikiem,
przed tyranem to on był w Grodzisku kacykiem.

Jednak dzielny kanclerz nadal się nie poddaje,
z obnażonym mieczem podnosi się i staje
teraz dzielnie naprzeciw rozwścieczonej hordy
bandytów z północy. Widzi ich czarne mordy,
widzi ślepia czerwone – barwa tak upiorna.
Lecz nie boi się. „Abdykacja albo wojna!”
krzyczy, gdy zalewa go morze zjaw piekielnych.
Już nie otworzy oczu. Nie uniesie dzielnych
rąk. Ci, co nie zginęli będą gnić w więzieniu.
Chociaż nie mają przecież zbrodni na sumieniu
prócz jednej: Honor i godność ważniejsza była
dla nich od życia. To ona im pozwoliła
wystąpić otwarcie przeciw słowom tyrana.
Lecz ich godność została brutalnie zdeptana.

Bo despota sarmacki w podłej przebiegłości,
kłamiąc bezczelnie bez ludzkiej przyzwoitości
choć grama, w świat puszcza fałszywe informacje
o spisku na Koronę. Lecz Bóg wie, kto rację
ma i w przyszłości po właściwej stronie stanie!
Na zbrodniarzy ziemi kamień się nie ostanie
na kamieniu. Chwała tym, dla których krzyk dziecięcy
większe ma znaczenie niźli rozkaz książęcy.

Ludzkość szybko zapomni zdrajcę gideńskiego!
Historia pogrzebie sługusa książęcego
i samego despotę! I też ten przepadnie,
co kraj sprzedał, gdy jego godzina wypadnie!

I piaski czasu zatrą plugawe imiona!
A pamięć o bohaterach niezwyciężona
wciąż trwać będzie wśród Ludu, a gdy Bóg pozwoli
Mężny Naród rozerwie okowy niewoli!

Za wolność naszą i waszą!

Bohaterom Baridajskiego Sierpnia,

Torkan Ingawaar,
Teutończyk

O Autorze
Torkan Ingawaar Teutończyk, socjalista, bojownik o wolność Ojczyzny, członek Biura Politycznego KPD

6 myśli na temat “Wspominając sierpień

    1. Robercie v-hr. Januszu!

      Przede wszystkim: nie jestem ani dendrologiem, ani specjalistą od heraldyki, a dąb pasował mi liczbą sylab do trzynastozgłoskowego układu utworu. Ale, ponieważ jest to niewybaczalny błąd merytoryczny, postaram się dziś wieczorem zmienić ten fragment.

      A Twoja rola w Baridajskim Sierpniu jest – oczywiście – mocno przerysowana. Ale takimi prawami rządzi się sztuka. Przecież nikt też podczas Sierpnia do nikogo nie strzelał i zawarty w utworze opis ma charakter czysto metaforyczny i ma się wpisywać w pseudoromantyczną konwencję – chyba zdajesz sobie z tego sprawę. Natomiast doskonale pamiętamy, kto krzyczał „Vivat Książę!”, gdy Pac – kiedy „zamachowcy” ośmielili się podnieść rękę na jego majestat pociągając do odpowiedzialności za chamską i idiotyczną odzywkę wobec współobywatelki – pisał o wykryciu (bicz pliz) „spisku”. Pamiętamy także, kto pisał, że marszałek dworu zalecał Pacowi bardziej zdecydowane działania. Dlatego też uważam, że taki sposób ukazania Twojej osoby w utworze był całkowicie uzasadniony.

      I dziękuję za komentarz!

      EDIT: Drzewko zmienione!

      1. Problem w tym, że moja rola w BS ograniczyła się do negocjowania z Markusem zakończenia tego szkodliwego wydarzenia, i nigdzie publicznie się w całe wydarzenie nie włączałem. Jedyne na co sobie pozwoliłem to publiczne odpieranie zarzutów jakie postawił publicznie Asketil. Tyle, i tylko, albo aż, tyle.

        1. Opis zakulisowych działań znam tylko z relacji jednej strony konfliktu, dlatego też – co raczej nietrudno zauważyć – w swoim utworze opierałem się jedynie na tym, co publiczne, oficjalne i dostępne dla ogółu. Nie znam Twojej roli podczas zakulisowych rokowań (wierzę przy tym, że mogła ona być – tak jak piszesz – pozytywna), ale publicznie popierałeś rozsierdzonego tyrana, który w ramach foszka – podobnie jak przy sprawie Tokugawy – postanowił rozpierdolić owoce czyjegoś poświęcenia i ciężkiej pracy. Tu mam na myśli odwołanie całkowicie niewinnego (chociaż trudno mówić o winie, bo nikt z Baridajczyków takowej nie popełnił) Arsacjusza. No i pośrednie doprowadzenie do upadku Baridasu, z którego większość zasłużonych obywateli czmychnęła, bo nikt raczej nie miał ochoty na zabawę z kimś, kto dla zaznaczenia własnej pozycji potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Dopiero Khand – z tego co widzę – próbuje coś tam ruszyć, ale to dość świeża sprawa.

  1. Co zaś herbu… sorry za epitet… nie powinienem był.
    Herb do którego się odnosisz to realowy herb Godziemba (którego moi przodkowie byli herbownymi).

    W polu czerwonym sosna barwy naturalnej, o trzech konarach i pięciu korzeniach. W klejnocie pół rycerza w zbroi, trzymającego w prawej ręce taką samą sosnę.

    1. Nie no, mnie takie epitety specjalnie nie ruszają.
      Natomiast dziękuję za zwrócenie uwagi. Gdzieś od kogoś słyszałem, że drzewo w tarczy Twojego herbu do dąb i nie zweryfikowałem tej informacji. Mój błąd. Tak jak pisałem wyżej – pomyłka została skorygowana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *