Ostatecznie wszystko jest kupą

Buryat-Mongolia_Pravda

Intelektualny onanizm jest wszechobecny w mikroświecie – również w Dreamlandzie. Pełni dumy prezentujemy nasz ejakulat przed kolegami z piaskownicy i liczymy na to, że zostanie gromko pochwalony. Kolor, konsystencja, żywotność plemników – to wartości, które się liczą.  Najgorzej, gdy próbujemy przekonać frajerów z piaskownicy obok, że nasz wytrysk był najdłuższy i najobfitszy.

Mikronacje funkcjonują przede wszystkim na płaszczyźnie słowa pisanego. Większość stara się, żeby publikacje w wirtualnych gazetach lub posty na forum reprezentowały najwyższy poziom. Nie ma w tym nic złego! Nikt nie chciałbym przecież, żeby w Królestwie zapanował abachaski poziom [1].

Członkom Komunistycznej Partii Dreamlandu zarzuca się, że dążą do nordyzacji standardów. Prześledźmy wypowiedzi niektórych mieszkańców:

Proszę budować pełne zdania. Podmiot, orzeczenie, złożenie podrzędne. To nie Abachazja. I w ogóle, proszę, bez tej taniej ironii.

– Gaston de Senancour [źródło]

[…] Dwie kreski flamastrem na ukos albo jakieś znaczki bez ładu i składu. Tylko się cieszyć, że na forum nie włączono nigdy emotikonów.

– Daniel von Witt [źródło]

zaiste tematyka kału jest dość bliska komunistom jak widac

– Otton van der Berg [źródło]

Nadeszły czasy, w których każda nieironiczna i nieprześmiewcza publikacja jest na wagę złota. Bardzo cieszy mnie ta publikacja.

– Edward II [źródło]

Te przykładowe cytaty oddają skostniały stosunek społeczeństwa dreamlandzkiego. Emotikony są złe, bo gimbusiarskie. Wypowiedź symboliczna lub równoważnik zdania są złe, bo nie są pełnym zdaniem. Temat kału jest zły, bo jak w ogóle można pisać o gównie?! Przecież intelektualiście nie defekują!

Oczywiście teraz zstępujemy na grząski grunt gustów. Nie mamy prawa narzucać naszego punktu widzenia innym. Mamy natomiast prawo wyjaśnić nasze rozumienie, podejście do jakiś spraw. Naszym kolegom od św. Augustyna oraz Towarzyszowi Monarsze zaproponowałbym inne spojrzenie na „komunistyczną” sztukę oraz sposób wypowiedzi. Niech będzie to efekt wyobcowania.

W XX wieku Bertolt Brecht, twórca teatru epickiego, sformułował teorię wyobcowania. Pisał tak:

Wyobcowanie zjawiska lub charakteru oznacza w pierwszej kolejności odebranie im ich oczywistości, ich pojmowania i skonstruowanie nad nimi efektu zaskoczenia i zaciekawienia. […] Wyobcowanie jest więc histerią, ukazaniem zjawiska i postaci jako nietrwałych. [2]

W tym cytacie przetłumaczono słowo Vorgang oznaczające proces lub przebieg jako zjawisko. Według autora lepiej oddaje realia mikroświata.

Spójrzmy na twórczość tow. Angusa Kaufmana przez pryzmat wyobcowania. Czy nie pasuje ona idealnie do definicji Brechta?

Ostatecznie wszystko jest kupą, moi drodzy, jest tylko intelektualną defekacją. Tak, jak beznamiętnie i bez przywiązania spłukujecie swój kał (nie wmawiajcie nam, że się nie wypróżniacie!), tak samo spójrzcie na Dreamland – w pełni przemijalną płaszczyznę manifestacji naszych intelektów.


[1] Wszystkich mieszkańców Abachazji autor pragnie przeprosić za to wyrażenie, jednak weszło ono do słownika Dreamlandu.

[2] Cytat oryginalny: Einen Vorgang oder einen Charakter verfremden heißt zunächst einfach, dem Vorgang oder dem Charakter das Selbstverständliche, Einleuchtende zu nehmen und über ihn Staunen und Neugier zu erzeugen […] Verfremden heißt also Historisieren, heißt Vorgänge und Personen als vergänglich darzustellen.

O Autorze
Vladimir von Lichtenstein Teutończyk i mieszkaniec Dreamlandu, który stara się wspierać ideę komunistyczną we Wspólnocie Korony Ebruzów. Redakcyjny rysownik.

2 myśli na temat “Ostatecznie wszystko jest kupą

  1. Obywatelu Redaktorze, coś tu chyba zaszwankowało.

    Moja wczorajsza wypowiedź została przywołana w artykule jako przykład „skostniałego stosunku społeczeństwa dreamlandzkiego”. Tymczasem zacytowane zdanie stanowi laurkę pod adresem Pańskiej najnowszej publikacji religioznawczej. Była to najzupełniej „nieironiczna i nieprześmiewcza” pochwała tak rzadkiej na naszym forum (przynajmniej w ostatnim czasie) wypowiedzi „nieironicznej i nieprześmiewczej”. Tu nie ma drugiego dna. Doceniam włożony wysiłek, choć może Redaktor wolałby nie wychodzić z roli artysty wzgardzonego, niezrozumiałego, poturbowanego przez ciemną tłuszczę. A zatem źle, gdy ganią; jeszcze gorzej, gdy chwalą, bo kiepsko to wygląda na tle jeszcze mocniej skonfliktowanych ze światem kamratów?

    Na dokładkę ten martyrologiczny ton kolejnych manifestów. Naprawdę uważa Redaktor, że biją u nas Murzynów? Padł ofiarą towarzyskiego ostracyzmu? Ktoś odmówił mu wódki? Mam wrażenie, że to raczej druga strona ma prawo czuć się zepchnięta do narożnika.

    Moja dezorientacja przybiera na sile, gdy próbuję zrozumieć, o jakiś to „skostniały stosunek” chodzi. Stosunek do czego? Jak wynika z wcześniejszego akapitu, chodzi o stosunek do idei „nordatyacji” Dreamlandu, ale w ten sposób objawiłby nam się Redaktor jako jeden z mimowolnych „nordatyzatorów” Dreamlandu, tymczasem wolałbym tu widzieć ambitnego autora walczącego o własną – odrębną – niszę na naszym rynku ideowym.

    Przemyślanego i konsekwentnego komunizmu tu nie widzę, podobnie jak nie widzę go u Kaufmana. To jednak nie zarzut. Każdy z członków KPD rozgrywa własną partię szachów i robi to coraz sugestywniej. Niech będzie zatem, że chodzi o wyważanie drzwi i torowanie drogi nowemu językowi i nowej poetyce lub o przypominanie tego, czym Dreamland był mniej więcej dekadę temu, z radiem „Krzywa Wieża w Piździe”, homoerotyką prozy Boruty i Milewskiego, totartem Nagisy i Marcusem Estreicherem, który postanowił iść tropem Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof (może czas przypomnieć jego manifesty z okresu Dreamlandzkiej Partii Demokratycznej, bardziej radykalnej niż KPD). Przerabialiśmy to z rocznikami osiemdziesiątymi, później daliśmy sobie reset, teraz zaczynamy od zera. Jestem „za”, przybijam piątkę, robię żółwika, łza się w oku kręci.

    Jesteśmy tu jednak bardzo blisko salonu pozornie nowoczesnych Młodziaków i to mnie trochę niepokoi. Kto nie podryguje w rytm nowej muzyki, ten cebulak i stary wał. Miałem okazję poznać ten mechanizm i wiem, że skutkiem będzie albo wypałowanie kulturowych innowatorów, albo żałosne epigoństwo czarnego luda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *