Wędrówki we mgle

Po nocy spędzonej na statku, udało mi się wejść do Czoczen. Okazało się, że aby przejść przez jurtę na wejściu na pomost, wystarczyło podać hasło, które było zapisane małym drukiem na tablicy powitalnej.

Udałem się na plac targowy, aby przedstawić się Kugarczykom. Choć byłem ostrzegany, że Dreamlandczyków mogą tu postrzegać niezbyt przychylnie, spotkałem się głównie z bardzo przyjaznym odbiorem. Zaproszono mnie do odwiedzin w różnych osadach i miastach na terenie Kugarii, Tuyuhun i Hu.

Pierwszy raz od wielu lat byłem wolny od jakichkolwiek zobowiązań. Zaskoczyło mnie, jak niesamowite jest to uczucie. Choć w planach miałem poznawanie ludzi i miejsc, zamiast tego przez długie dni chodziłem po kugarskich stepach. Większość czasu nie natykałem się na żadnego człowieka. Przepiękne to chwile, gdy cały dzień idziesz przed siebie, zanurzony po pierś w wysokiej trawie.

Wędrowałem tak aż do momentu, gdy nade mną pojawiła się mgła. Bez wiedzy, gdzie znajduje się słońce, szybko straciłem orientację. Jak dowiedziałem się z transmisji, które odebrałem na podręcznym radiu, nad całą Kugarią zawisła nieprzenikniona mgła.

Ile to potrwa? Czy do tego czasu odnajdę wyjście? Nie mam pewności.

Na granicy Kugarii

Każdą podróż trzeba gdzieś zacząć. Gdy mój żaglowiec wypływał z Alexiopolis, w Dreamlandzie wrzało. Konflikt między stronnikami niewybranego premiera, a właściwie każdym innym, przybierał na sile. Na mnie jednak już czas.

Jako pewnego rodzaju przewodnik po tym, gdzie aktualnie jest najciekawiej, przyjąłem ranking Daniela von Witta. Najwięcej w maju działo się w Kugarii, a ja jeszcze nigdy nie byłem na Nordacie. Chanat Kugarski był mi jak dotąd znany głównie z wojen domowych, które co jakiś czas wstrząsały krajem. Ostatnia z nich zakończyła się zaledwie 1,5 tygodnia temu. Miałem nadzieję, że do Czoczen dotrę bez większych problemów.

Morze po drodze było dość spokojne. Przez dzień dotarłem na wybrzeże Nordaty i gdy zbliżał się wieczór, na horyzoncie zobaczyłem kugarskie ogniska. W zachodzącym słońcu ukazała mi się przystań w Czoczen. Cień mojego żagla zasłonił na chwilę jurtę, która stała przy przystani.

Po zacumowaniu jachtu wyszedłem na pomost. Stała tam tablica informacyjna z podstawowymi informacjami o Chanacie Kugarskim i instruktażem dla przybyszów, jak uzyskać prawo pobytu w Kugarii. Na formularzu miałem podać swoje dane, a następnie wrzucić go do skrzynki, stojącej przed namiotem. Zrobiłem to, po czym powróciłem na statek.

Zapadł zmrok, a ja nadal siedzę na pokładzie, grając na harmonijce. Wygląda na to, że tę noc przyjdzie mi spędzić na statku. W oddali widać światła ognisk, śmiechy ludzi i coś, jakby… chrzęst łańcuchów?

W drogę

Zbyt długo siedziałem już w jednym miejscu. Czas w drogę.

W momencie, gdy ukazuje się ten wpis, zrzekam się dreamlandzkiego obywatelstwa. Niektórzy mogli zapewne zauważyć, że decyzja króla Alfreda o odwołaniu wszystkich podległych mu urzędników państwowych dotyczy też urzędu wicekróla Scholandii. Mam więc w miarę wolną rękę, by zrealizować plan, który chodził mi po głowie już wiele lat temu.

Na najbliższe miesiące planuję wędrówkę po mikroświecie. Mam zamiar zajrzeć w różne jego miejsca – tam, gdzie w tej chwili dzieje się najwięcej i tam, gdzie jest kompletnie cicho. Nie posiadam w tej chwili obywatelstwa żadnego państwa, więc wszędzie, gdzie będę miał na to ochotę, mogę się włączyć do życia we właściwie dowolnym zakresie. Kiedy i gdzie skończy się ta wyprawa? Nie wiadomo.

Podróż na bieżąco będzie opisywana na łamach Trudu. Bagaże już spakowane. Zapraszam do wspólnego zwiedzania mikroświata.

Trzymany w ryzach

Do Redakcji Trudu trafił pocztą tekst z prośbą o jego publikację. Nie mogąc pozostać obojętni na cierpienia twórcze jego autora, zdecydowaliśmy się przychylić do prośby, stosując jedynie lekką korektę literacką. Pełna treść tekstu do wglądu dla zainteresowanych u Redakcji.


Karbiadiusz Arkak
trzymany w ryzach

Pocznijmy nasze rozważania
od słowa „optymata”
jest ono naprawdę kluczowe

Optymaci starożytnego rzymu
należeli do śmietanki
bogatych rodów

zwalczali braci grakchów
to tacy bracia kaczyńscy
za dobrobytem plebejuszy

tak naprawdę chodziło
o przesuwanie przesuwaka
dodawanie odpowiednich kolorów

teraz spójrzmy na postulaty
tak zwanych optymatów
z dreamlandu

nawoływanie do eliminowania
nieszlachetnie urodzonych
pod przykrywką

dbałośc o klasę magistracką
bądź z niej się
wywodzących

nawoływanie do nierobienia
pozostawienia rzeczy
przez nas uznawanych

pozostawanie wiernym
magistratowi
objętym przez nas

historia lubi się powtarzać
wypowiedzieć wojnę
wojna trwa do dziś

rządy optymatów
doprowadzą do wielu mordów
i wyludnienia kraju

popularzy mają zniknąć
a „homines novi”
się nawet nie zdążą urodzić

post scriptum
Doktor Daniel obawia się
publikacji tego tekstu

obawia się o skórę
Alfreda i Królowej Karoliny
którzy są optymatami


Radziecki: Udowodnię, że był to rozsądny wybór!

Radziecki przemawia ze stołu w Hali im. tow. Dworcowa

Przemowa wygłoszona przez Premiera-elekta wkrótce po ogłoszeniu wyników wyborów na dworcu kolejowym w Scholopolis (gnom. Szkolin).

Towarzysze! Przyjaciele!

Przede wszystkim dziękuję wszystkim tym, którzy zaufali mi i mojemu planowi dla Dreamlandu i oddali na mnie głos. Dziękuję też wszystkim pozostałym głosującym – frekwencja w obu turach głosowania była zadowalająco wysoka, co wskazuje na wysoki poziom zaangażowania tych, którzy posiadają prawo głosu.

Wybór mojej osoby na urząd Premiera Rzadu Królewskiego przyjmuję ze spokojem. Po dwóch fatalnych kadencjach na tym stanowisku, obywatele w większości przychylili się do mojej propozycji rządu pracującego i kierującego państwem, niż do chaotycznej wizji gardzącego wszystkim premiera-awanturnika. Mam nadzieję, że w nadchodzących miesiącach udowodnię, że był to rozsądny wybór.

Niezwłocznie po ogłoszeniu wyników przystąpiłem do działań naturalnych dla początku kadencji – to jest kompletowania Rządu. Skierowałem już wiadomości do osób, które widziałbym na stanowiskach ministrów i wiceministrów. Choć formalna audiencja u Królowej dopiero przede mną, już teraz drogą korespondencyjną przedstawiłem jej projekt nowego dekretu o Rządzie Królewskim. Wkrótce – jak sądzę – powinien trafić przed Parlament Królewski.

Swoje expose wygłoszę po wejściu w życie wyżej wymienionego dekretu oraz skompletowaniu i powołaniu przeze mnie Rządu. Nawet jeżeli miałoby się to trochę przeciągnąć (mam nadzieję, że nie dłużej niż do przyszłego tygodnia), to myślę że wystąpienia w kampanii wyborczej i to wystąpienie, a także wypowiedzi które wygłoszę w najbliższym czasie nie pozostawią obywateli do tego czasu niepoinformowanych co do moich planów.

Swoje działania w najbliższym czasie chcę prowadzić sprawnie, w stabilnym tempie. Nie nastawiam się na sprint – chcę wypełnić tę kadencję regularną, trwałą aktywnością. W tym zakresie liczę na wsparcie wszystkich obywateli i obywatelek Królestwa. 

Jeszcze raz – dziękuję za wasze zaufanie. Wandosławię!

Po zakończeniu przemowy nowo wybrany Premier Królestwa Dreamlandu udał się pociągiem do Alexiopolis (gnom. Aleksandrów Deltyjski), gdzie zaokrętował się na statek zmierzający do stolicy. Jego przybycie planowane jest w ciągu najbliższych kilku dni.

Wybory Premiera – krajobraz przed bitwą

Odwołanie premiera Oskara ben Groznego-Witta nie było dla nawet powierzchownego obserwatora dreamlandzkiej polityki specjalnym zaskoczeniem – chyba, że (tak jak sam premier) dawno tu nie zaglądał. Nie da się zaprzeczyć, że jego Rząd na początku miał duży potencjał.

Trudno, żeby było inaczej. Po kiepskiej kadencji Torkana Ingawaara wszystko wydawało się proste. Pierwszy rząd komunistów, nękany problemami kadrowymi i niedoświadczeniem szybko się posypał, choć zdołał jeszcze zdradzić swoją niespójność w podejściu do Króla. Premier Torkan co prawda przetrwał głosowanie o odwołanie z funkcji, ale właściwie tylko przez neutralną postawę części prawicy i centrum, które zniechęcił brak konstruktywnej propozycji KPA. Niespodziewane ocalenie Rządu nie przyniosło mu jednak większego ożywienia – a sam Premier zrezygnował wkrótce po okołoabdykacyjnym zamieszaniu, gdzie wziął niesłusznie stronę Marszałka PK, Conrada Darosareier-Stattoerra. Wydawało się, że teraz może być już tylko lepiej.

Niestety, wystawiony przez KPA ben Grozny-Witt podjął to wyzwanie i na tle Ingawaara wykazał się jeszcze większą nieaktywnością. Sytuacji nie uratował ani wicepremier Habsburg ani „nadpremier” Daniel von Witt i wkrótce po połowie kadencji obywatele zdecydowanie opowiedzieli się za odwołaniem rządu KPA. Klub Augustianów, osłabiony tą porażką, nieaktywnością ministrów i opuszczeniem go przez Fryderyka Orańskiego-Nassau znalazł się w kryzysie i ogłosił że w przyśpieszonych wyborach swojego kandydata nie wystawi.

Senancour opuszcza siedzibę KWK po rejestracji

Z drugiej strony naturalnym kandydatem KPD był tow. Prezerwatyw Tradycja Radziecki. Jako inicjator głosowania o odwołanie Oskara ben Groznego-Witta z góry zapowiedział, że w ewentualnych wyborach wystartuje z programem rządu ponadpartyjnego. Zdawało się, że w obliczu bierności drugiej głównej siły politycznej wybór ten będzie pozbawione jakiejkolwiek alternatywy.  Wśród potencjalnych kandydatów wymieniano też nazwiska Williama Oxlade-Chamberlaina i nowego imigranta z Garapenii – Casimira de Vriesa, ale żaden z nich nie zdecydował się na podjęcie rękawicy. Ostatecznie – w związku z wynikiem forumowej ankiety Daniela von Witta – na start zdecydował się w ostatniej chwili Gaston de Senancour z Frakcji Radykalnej.

Starcie Radzieckiego z Senancourem mogło być ogniste – kilka dni temu. Niestety, oczekiwanie do niemal ostatniej chwili ze zgłoszeniem sprawiło że tylko dzisiejszy dzień mógłby stać się polem do rywalizacji kandydatów, a ten drugi zapowiedział że dopiero wieczorem przedstawi krótki program. Będzie więc bardzo mało czasu na jakiekolwiek starcie, skoro skrypty wystartują tuż po północy.

 

Pies Gastona

Gaston de Senancour lubi psy (i porcelanę). Nie od dziś to wiadomo. Każdy temat jest dobry, by wpleść w niego psa. Według Gastona jego pies jest najpiękniejszy, ładniejszy nawet od kobiet. Trybiki wyobraźni pracują – co też towarzysz de Senancour może nam zdradzać swoją wypowiedzią? Z niczym niezwiązany przytyk, a może zoofiliczne wyjście z szafy? Jakkolwiek – są limesy.

Krew na śniegu

Zapowiadam powstanie nowego pisma kontekstu mikronacyjnego. Jego tytuł — Kwadrans nienawiści — chyba najlepiej oddaje istotę przesłania. Mocna publicystyka dla białych, silnych mężczyzn przywykłych do widoku krwi na śniegu. Forma: blog. Chciałbym, by na tym tle periodyki Arkadiusza Karbiaka jawiły się jako sielankowe wpisy samocenzurującego się ministranta. Ból i dezorientacja. Psychopatologia karaluchów. 

Gaston de Senancour

pomysł: tow. Prezerwatyw Tradycja Radziecki

Wojna dreamlandzko-sarmacka pod flagą złoto-biało-niebieską?

Czy Dreamland powinien mieć siły zbrojne na poziomie federalnym? Czy są one potrzebne? Czy są warunki do ich funkcjonowania? To wszystko są kwestie nad którymi można dywagować do woli. Kiedy jednak się już do tego zabieramy, lepiej nie robić tego jak zrobił to Premier Rządu Królewskiego – Oskar ben Grozny-Witt, przy okazji ogłoszenia likwidacji Korpusu Ochrony Pogranicza.

Logo „Wojaka”, jedna z niewielu rzeczy, które w jego ramach powstało i bodaj jedyna która po nim pozostała.

KOP „Wojak” był inicjatywą utworzoną za poprzednich rządów KPA – premiera Auksencjusza Butodzieja. Nigdy tak naprawdę nie wystartował, a jego forma od początku wzbudzała raczej kpiny niż uznanie. Jego likwidacja nie powinna więc budzić żadnych większych kontrowersji. I nie budziłaby – gdyby nie wypowiedź Premiera, która tej likwidacji towarzyszyła.

(…) jestem zwolennikiem oddania funkcji wojsk terytorialnych Armii Królewskiej Elderlandu. 

Aby dokładniej nakreślić w czym tak naprawdę leży problem z tą wypowiedzią, należy się przyjrzeć demograficznym związkom Elderlandu i Dreamlandu. I bynajmniej nie chodzi tu – jak próbował uprzedzać krytyków Daniel von Witt – o fakt, że niemal wszyscy Elderlandczycy są obywatelami Dreamlandu. Raczej o to, co jest tego przyczyną – i jaką rolę pełnią w tym siły zbrojne.

„Wojsko” – grafika z serii „Jeu de Massacre” Federico Antonio Carasso, włosko-niderlandzkiego artysty i anarchokomunisty

Podwykonawca zadań wojskowych

Za czasów „edwardiańskiej restauracji”  wojsko było jednym z tych aspektów państwa, które odrodzenie ominęło. Element wojskowy został natomiast uwzględniony i mocno wyeksponowany przy odbudowie Elderlandu, organizowanej przez Daniela von Witta z Rogerem d’Artois i przy wsparciu innych Elderlandczyków. Nic więc dziwnego, że gdy do Dreamlandu zaczęli napływać nowi mieszkańcy – to w przypadku zainteresowań wojskowych kierowano ich do Elderlandu. Nabywali więc obywatelstwo elderlandzkie – cóż prostszego – i wstępowali w szeregi EAK. Tam będąc angażowali się – w większym lub mniejszym stopniu –  również w inne aspekty kraju.

Nie byłoby w tym nic zdrożnego – w końcu to dla synergii unia przyjęła taki kształt – gdyby nie połączenie tego zjawiska ze zmianami demograficznymi w samym Elderlandzie. Znacząca redukcja elderlandzkiej „starej gwardii” zmieniła go w Youngerland  – nie mylić z wymarzonym przez ekipę Nowego Średniowiecza Jüngerlandem. Tym samym Elderland, z drobnymi wyjątkami, stał się dreamlandzkim obozem skautów – niewiele różniącym się w praktyce od prowincji, jednak wyposażonym prawnie w suwerenność.

Można by się pokusić o postawienie hipotezy, że Elderland istnieje obecnie jedynie dzięki monopolowi na militaria w ramach WKE. Będąc głównym czynnikiem przyciągania, wojsko elderlandzkie naturalnie „rozlało” się wewnątrz państwa, wciągając zainteresowanych również w działalność lokalną (wojskowe „samorządy”). Na szczęście dla Elderlandu – militaryzacja wpisuje się całkiem łatwo w charakter państwa. Tym niemniej – czy rola sił zbrojnych Dreamlandu na dłuższą metę będzie dla Elderlandu opłacalna? Na to odpowiedzieć mogą tylko sami Elderlandczycy.

Na zdjęciu ze swoimi partnerami – Wandystanem i Rotrią

Co z tego mamy?

No dobra, ale czy fakt, że większość zainteresowanych jakąś formą służby wojskowej z definicji jest kierowanych do innego – choć zaprzyjaźnionego – państwa jest korzystny dla Dreamlandu? Jest to co najmniej dyskusyjne. Nie wyrażając tu złej woli w stosunku do samego Elderlandu czy nie postulując zerwanie łączących nas związków, to jego funkcjonowanie na zasadzie pełnej suwerenności jest źródłem co najmniej kilku problemów.

Dotyczy to zarówno kwestii technicznych (związanych z współistnieniem Elderlandu na forum i serwerze KD), jak i chociażby spraw dyplomatycznych, gdzie Elderland jest traktowany jako „przedłużenie” Dreamlandu. No i niewątpliwie współdzielenie obywatelstw i jednoczesne sprawowanie funkcji w obu państwach sprawie, że zacierają się granice między konfliktami wewnętrznymi a sporami dyplomatycznymi (jak przy okazji niedawnego kryzysu abdykacyjnego).

Wątpliwa symbioza

Mamy zatem sytuację, kiedy to „eksportując” wojskowość do Elderlandu Dreamland de facto sztucznie utrzymał go przy życiu (zapewniając nowych mieszkańców w miejsce ubywających dawnych weteranów). Korzyści z takiego związku okazały się jednak dość wątpliwe (nawet zawarcie traktatu obronnego przeciąga się od czerwca), a jego koszty z kolei – dość dotkliwe. Układ, który miał być symbiozą staje się coraz bardziej pasożytniczy. Tym bardziej należy przemyśleć jego konstrukcję – tak, aby albo zbudować trwały układ niezależnych podmiotów, albo dokończyć dzieła integracji.

Jak jednak widać z zacytowanej na początku wypowiedzi obecny Premier nie dostrzega problemu, co więc dopiero mówić o zaproponowaniu przez niego jakiegoś rozwiązania. Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że ten niewybuch nie wybuchnie nam w twarz przy następnej wymianie strzałów.