Wspominając sierpień

Pamięci mieczem nie zarżniecie

Marszałek stuknął laską o dębowe deski.
Już ucichł szmer. Jedynie pałacowe freski
ponad głowami posłów, stróżów demokracji,
nie zdając sobie sprawy z wagi sytuacji,
wciąż ukazują swe roześmiane oblicza.
Wszyscy wstrzymują oddech – głosy już podlicza
ostatnie sekretarz i coś piórem gryzmoli
na kartce białego papieru. Wstaje powoli
i głosem ledwie słyszalnym werdykt odczytuje.

Przeszedł wtedy przez salę mruk niedowierzania.
Wszak stała się rzecz, co od Sarmacji zarania
nie miała precedensu. W krajanki obronie,
pod sąd oddając tego, co siedzi na tronie,
stanęli dziś synowie baridajskiej ziemi.

Bo gdy gniewny despota list grubiański wyśle,
plując przy tym na godność chorych na umyśle,
kiedy sądzi, że władza jego jest z boskiego
nadania i nie zależy wcale od prawa ludzkiego,
wtenczas ci, co honor im wartością najwyższą,
co swoją odwagą niejednego przewyższą
księcia, powinni każdego przed diabłem bronić
w koronie i nigdy nie wahać się chronić
godności i wolności – tej drugiej już tak mało…

Za sprawą baridajskich posłów to się stało
dzisiaj, na sejmowej sali. Zewsząd oklaski
których uciszyć i dźwięk marszałkowskiej laski
nie zdoła. Na mównicy się szczupły pojawia
jegomość. To kanclerz Asketil! Długo przemawia
do gromady ludzi w tej izbie dziś zebranych.
Mówi o zasadach przez przodków zapisanych.
O tym, że sprawiedliwość jest powszechna i święta
I nawet monarcha niechaj o tym pamięta!
Mówi o równości, po jej stronie stanięciu.
„Nie jest to – broń Boże! – żadna zemsta na księciu.”
Zapewnia kanclerz takimi kończąc słowami,
wspartymi zebranych gromkimi oklaskami.

Jednak owacje przerywa hałas z oddali.
Słychać też tętent kopyt. Może gdzieś się pali?
Huk wciąż bliżej i bliżej, niebo pociemniało.
Ziemia się trzęsie w posadach. I się schowało
słońce za chmurami. Dobiega końskie rżenie.
W pewnej chwili rozlega się głośnie walenie.

Wyłamali wrota z zawiasów! Kurz powoli
opada. Na odkryty widok , mimo woli,
zebrani mrużą oczy, wszak przed nimi staje
książę na czarnym ogierze. Wojsku wydaje
rozkazy. Los zebranych w tej chwili się waży.
Machając szablą krzyczy: „Strzelać do hucpiarzy!”

Pada pierwsza salwa – z nią pierwsze ciała na ziemię
Bóg ukarze zbrodnicze, kefasowe plemię!
Ryk oprawców się miesza z mordowanych wyciem.
Tylko niektórym posłom udaje się ujść z życiem,
zdobyć broń po czym uciec do sąsiedniej sali,
by dzielnie stawić czoła kolejnej wrogów fali.

Nie jest to łatwe zadanie, bowiem wśród zastępów
piekielnych są z najgłębszych odmętów Tartaru
krwawe bestie. Nie były ludźmi– bez litości
choć cienia zabijały szalejąc z wściekłości.

Najgorszą z tych kreatur stojącą w tej sali
ocaleli ludzie Januszem potem zwali.
I niczym sosna w jej znaku wysoka była,
na widok trupów nowych wniebogłosy wyła.
Ciało łuską pokryte, grzywa rozczochrana.
To on był najwierniejszym sługusem tyrana!

Stał tam też wszędzie znany poplecznik despoty,
a honor jego tak niewielkiej wart był kwoty.
Bo on przed ponad dekadą koronę oddał
baridajską w kefasowe łapy. Swój poddał
naród tak wielu cierpieniom w zamian dostając
w Księstwie godności liczne – markizem się stając
przeszedł już ostatecznie na stronę Sarmatów.
Teraz się nie waha strzelać w stronę rodaków!

Był i zdrajca gideński – krwawy rzeźnik Almery.
On tuż po stłumieniu oporu przejął stery
w Królestwie wraz z Khandem – swoim podłym wspólnikiem,
przed tyranem to on był w Grodzisku kacykiem.

Jednak dzielny kanclerz nadal się nie poddaje,
z obnażonym mieczem podnosi się i staje
teraz dzielnie naprzeciw rozwścieczonej hordy
bandytów z północy. Widzi ich czarne mordy,
widzi ślepia czerwone – barwa tak upiorna.
Lecz nie boi się. „Abdykacja albo wojna!”
krzyczy, gdy zalewa go morze zjaw piekielnych.
Już nie otworzy oczu. Nie uniesie dzielnych
rąk. Ci, co nie zginęli będą gnić w więzieniu.
Chociaż nie mają przecież zbrodni na sumieniu
prócz jednej: Honor i godność ważniejsza była
dla nich od życia. To ona im pozwoliła
wystąpić otwarcie przeciw słowom tyrana.
Lecz ich godność została brutalnie zdeptana.

Bo despota sarmacki w podłej przebiegłości,
kłamiąc bezczelnie bez ludzkiej przyzwoitości
choć grama, w świat puszcza fałszywe informacje
o spisku na Koronę. Lecz Bóg wie, kto rację
ma i w przyszłości po właściwej stronie stanie!
Na zbrodniarzy ziemi kamień się nie ostanie
na kamieniu. Chwała tym, dla których krzyk dziecięcy
większe ma znaczenie niźli rozkaz książęcy.

Ludzkość szybko zapomni zdrajcę gideńskiego!
Historia pogrzebie sługusa książęcego
i samego despotę! I też ten przepadnie,
co kraj sprzedał, gdy jego godzina wypadnie!

I piaski czasu zatrą plugawe imiona!
A pamięć o bohaterach niezwyciężona
wciąż trwać będzie wśród Ludu, a gdy Bóg pozwoli
Mężny Naród rozerwie okowy niewoli!

Za wolność naszą i waszą!

Bohaterom Baridajskiego Sierpnia,

Torkan Ingawaar,
Teutończyk

Badanie preferencji politycznych – wyniki

Przeprowadzone przeze mnie badanie Preferencji Politycznych zakończyło się już jakiś czas temu, jednak opracowanie wyników zajmuje nieco czasu. Poniżej prezentuję najistotniejsze dane i wnioski, które wynikają z przeprowadzonego badania. Wyniki przedstawię po części w formie tekstowej, a po części jako wykresy. Nie wszędzie będę podawał konkretne wyniki, a raczej ogólne wnioski wynikające z badania – jest to kwestia wygody przy analizowaniu i spójności całego artykułu.

Tworząc badanie celowo zrezygnowałem z zadania respondentom wprost pytania o to, na kogo oddany zostanie głos w najbliższych wyborach, nie podejmuję się też próby odczytania tego na podstawie tych wyników, które zostały pozyskane. Badanie to z definicji miało być szersze i dotyczyć kwestii bardziej ogólnych, niż bieżąca polityka – i mam nadzieję, że będzie pewną wskazówką, dla partii poltiycznych i polityków, choć, jak wiadomo, zmiany demograficzne mogą je bardzo szybko zdezaktualizować.


Z którą stroną sceny politycznej się utożsamiasz?

Poprzednie wybory – trendy zmian

Przede wszystkim, spośród 24 przebadanych osób większość, to jest 15 osób (62,5%), wzięło udział w poprzednich wyborach. Przypomnijmy, że były to wybory mocno wyrównane, w których w pierwszym głosowaniu kandydaci obu partii osiągnęli ten sam wynik, a dopiero w drugim głosowaniu kandydat KPA, Daniel von Witt, osiągnął nieznaczną przewagę. Z pozostałej dziewiątki, wedle ich deklaracji, cztery osoby nie zagłosowały ze względu na nieobecność bądź zapomnienie, a piątki respondentów jeszcze nie było w Dreamlandzie w czasie ostatnich wyborów.

Kogo ewentualnie poprą ci, którzy ostatnio nie głosowali? Wśród tych co byli na dłuższym urlopie bądź zapomnieli o zagłosowaniu głosy są podzielone – mamy 2 osoby z lewic i jedną z prawicy, oraz jedną która nie znajduje się w tym podziale. Nowi obywatele to z kolei jednoznaczny nabytek prawicy – aż czworo z pięciu nowych utożsamia się z tą częścią sceny politycznej, a tylko jeden zadeklarował, że nie czuje się dobrze po żadnej ze stron tego podziału.

Mimo tych trendów zmian, w ujęciu ogólnym respondenci w nieco większym stopniu określili się jako lewicowcy. Decydującą siłą jednak pozostaje centrum, które – w zależności od tego, jak zadeklarują się poszczególni wyborcy – może przechylić szalę zwycięstwaca na jedną bądź drugą stronę.


Wybory na premiera – kandydat i wyborcy

Jakie cechy są ważne u polityka ubiegającego się o funkcję premiera? Na pewno nie płeć, wyznanie, pochodzenie i orientacja seksualna – tak przynajmniej wynikało by z naszego badania. We wszystkich tych opcjach zdecydowana większość respondentów wyraziła brak zainteresowania. Tym co liczy się bardziej jest doświadczenie na funkcjach, oczywiście przynależność partyjna oraz to, jak dany polityk działa w trakcie wcześniejszej kadencji (czy to w rządzie, czy to w opozycji). Dwoma natomiast najważniejszymi elementami są kultura osobista kandydata (17 respondentów zaznaczyło jako bardzo istotny) oraz ogólny poziom jego aktywności (22 respondentów).

Dalsze pytania ujawniają także m.in. że dla wyborców bardziej liczy się trwałość poglądów niż ich elastyczność – za pierwszą z tych opcji opowiedziało się 14 respondentów w stosunku do 8 stawiających raczej na łatwość dostosowywania się do sytuacji.

Najważniejsze zadania ugrupowań politycznych i poszczególnych polityków

Tym czego kandydaci nie muszą się raczej obawiać, to ucieczka wyborców na drugą stronę barykady. W obu przypadkach respondenci deklarują się w większości jako wierni swoim partiom, nawet jeżeli wystawiłyby nielubianego kandydata albo w jakiś sposób się skompromitowały. Co łatwe do przewidzenia, wyborcy ogólnie pojętego centrum (czy spoza podziału lewica-prawica)  z uwagi na brak „własnej” partii są tu o wiele bardziej otwarci na zmianę preferencji w wymienionych sytuacjach.


Jaki jest twój stosunek do obecnej sceny politycznej?

Państwo – co jest ważne, jakie zmiany?

Obywatele są podzieleni co do tego, czy Parlament powinien dalej uchwalać nowe prawa – żadna opcja nie uzyskała większości. Jedna czwarta respondentów widzi potrzebę wielu zmian i nowych ustaw,  tyle samo twierdzi wręcz przeciwnie: ustaw jest wystarczająco dużo. 21% bardziej umiarkowanie stwierdza, ze potrzeba ustaw tylko w wybranych dziedzinach. Skromna grupa 8% procent żąda natomiast, żeby część ustaw została uchylona, bo jest ich za dużo. Do tego dochodzi duża, 21% grupa, która nie potrafi powiedzieć, czy ustaw mamy dość czy nie.

Zaskoczenia nie ma też w temacie preferowanej formy parlamentu. Większość, czyli 54%, preferuje obecną formę parlamentu powszechnego. Klasyczny parlament wybierany w wyborach popiera 29%, a za formą mieszaną opowiada się 17% spośród respondentów. Ciekawe jest, że obecna forma ma poparcie wśród większości zarówno wyborców prawicy, jak i lewicy – a parlament wybieralny ma większość tylko wśród wyborców centrum.


Co jeszcze?

Których Augustian ceni lewica?
Których komunistów ceni prawica?

Oczywiście z tego badania można wyciągnąć wiele innych interesujących informacji, po prostu bawiąc się filtrowaniem wyników wedle kategorii odpowiadających. Kilka dodatkowych ciekawostek przedstawiam powyżej – oczywiście nie wyczerpuje to w żadnym razie możliwości tej bazy danych. Jeżeli ktoś ma pytanie, na które odpowiedź można wyciągnąć z tych danych – z chęcią ją sprawdzę. Dla chętnych jest oczywiście również możliwość przesłania pliku CSV albo XLS z wynikami.

 

 

Trud

faszyzmczarna jak smoła
materia istnienia
tatuażem wyryta
na każdym stworzeniu

trwać i pracować
pracować i trwać

pustka i nicość
nie mają znaczenia
i tak w nich rozbrzmiewa
monoton istnienia

trwać i pracować
pracować i trwać

nirwana nie przyjdzie
na przyjemność nie licz
nie dostąpisz zbawienia
nie skończy się praca
nie zaznasz wytchnienia
nie będzie fajrantu
nie będzie spełnienia
nie będzie

trwać i pracować
pracować i trwać

z każdym krótkim oddechem
z każdym myśli mgnieniem
zmagać się i szarpać
będzie — w y z w o l e n i e m

Uwaga! Stare konserwy!

pasztet

Redakcja Trudu odkryła skrzętnie ukrywaną prawdę. Na pólkach sklepowych w Ekorzynie, i zapewne w całym Dreamlandzie, sprzedawany jest stary pasztet konserwowy firmy Senny Kur. Dlaczego nikt jeszcze o tym nie pisze?

Tylko ostatniego wieczoru do szpitali trafiło dwadzieścia osób z objawami ciężkiego zatrucia. Panie, na kolację jadłam pasztet. Dobry, konserwowy, a potem się zesrałam – mówi pani Janina F. (80 lat), u której lekarzom udało się już zażegać ciężką biegunkę. Chcieliśmy zrobić sobie z kolegami romantyczny wieczór. Kupiłem winko, na zagrychę pasztet. Nie wiedzieliśmy, że tak to się skończy – dodaje Janusz C. (43 lata), po czym wymiotuje do podstawionej miski.

Nie od dziś wiadomo, że z konserwami trzeba uważać. Niektóre z nich, przechowywane w złych warunkach, a następnie spożyte, mogą mieć nieprzyjemne skutki. Radzimy omijać szerokim łukiem Sennego Kura. Przyjmowanie wspomnianej konserwy może wywoływać ostrą biegunkę, torsje, a w skrajnych przypadkach nawet nieodwracalne uszkodzenie mózgu.

Organy państwowej inspekcji sanitarnej milczą. Nie wiedzieliśmy… Przeprowadzimy dogłębne badania u producenta produktu – zapewnia Robert Filistrant.

Czy milczenie mediów można wytłumaczyć tym, że 50% akcji Sennego Kura posiada Premier Królestwa Dreamlandu dr net. Daniel von Witt? Nie wolno wykluczyć podejrzenia, że kroi się szersza afera – mówi Tomasz Drąg, pracownik inspekcji sanitarnej z wieloletnim stażem.

Mieć i zjeść jabłko, czyli wyborcy a obywatele

(c) Hartlepool Museums and Heritage Service; Supplied by The Public Catalogue Foundation

Przez około trzy tygodnie […] nie działo się tam [w parlamencie] nic, nie było przepychanek Witta z Radzieckim, nie było rozlewu krwi, a poselskie ławy powoli okrywa kurz.[…] wyborcy oczekują nowych ustaw, reform i ulepszeń.

Auksencjusz Butodziej-Witt,
„Parlament, konkordat i partyjny remis”, Tygodnik Luindorski

Pomysł na artykuł o legislacji miałem już od jakiegoś czasu, bezpośrednim impulsem są natomiast wyżej zacytowane słowa ministra Butodzieja, a dodatkowym kontekstem – powtarzane do znudzenia przez premiera Witta oskarżenia wobec KPD, że „nie składa projektów”.

Tym, czego obaj Towarzysze nie zauważają, jest wewnętrzna sprzeczność swoich oczekiwań, argumentów i postulatów. Nie kto inny jak KPA, do którego obaj należą, jest zwolennikiem i „strażnikiem” obecnego systemu parlamentarnego, w którym każdy obywatel może być parlamentarzystą. To teoretyczne założenie działa zresztą w praktyce – i niemal każdy aktywny publicznie obywatel tym parlamentarzystą jest.

Czy w takiej sytuacji da się obronić stwierdzenie, że „wyborcy oczekują nowych ustaw”, które mają dostarczyć Partie? Niespecjalnie, gdyż większość tych wyborców samemu w Parlamencie zasiada – i ma możliwość samemu te projekty składać, albo choćby inicjować debaty nad zagadnieniem bez konkretnego projektu, co również dopuszcza Regulamin. Tymczasem – jak widać w Parlamencie – takich inicjatyw brak. Brak nawet głosów od tych, którzy nie mają czasu bądź umiejętności aby samemu legislację inicjować, że coś jest potrzebne. Legislacja, wbrew temu co próbują nam wciskać członkowie KPA, nie leży w centrum zainteresowania społecznego.

W tym leży clou sprzeczności argumentacji i postulatów konserwatystów. Promując parlament powszechny wycierali sobie gęby frazesami o intelekcie i odpowiedzialności wszystkich obywateli, udowadniając, że sprzeciw wobec takiej izby jest antydemokratyczny. Dziś jednak, kiedy Parlament demokratycznie zadecydował o wzięciu sobie wolnego, twierdzą, że to Partie powinny tworzyć i forsować projekty, na które społeczeństwo rzekomo czeka. W dziwacznej żonglerce pojęciami augustianie postanowili rozerwać „wyborców” oraz „parlamentarzystów”, choć grupy te są w naszej rzeczywistości w dużej mierze tożsame [1].

Ten sztuczny podział służy temu, aby nadać im różne cechy – o ile obywatele-parlamentarzyści to grupa odpowiedzialna i aktywna, która może i powinna brać bezpośrednią odpowiedzialność za los państwa i legislację, o tyle obywatele-wyborcy to grupa bierna, która  wymaga, aby instytucje takie jak partie polityczne inicjowały legislację w ich imieniu. Grupa, która nie potrafi nawet samodzielnie zasygnalizować swoich potrzeb – ale wg. diagnozy KPA oczekuje ustaw i reform niczym kania dżdżu.

Wszystko to kieruje nas do jasnego wniosku – KPA widzi ustawy nie jako środek do celu, ale cel sam w sobie. To, czy ustawa faktycznie odpowiada na jakieś zapotrzebowanie, czy będzie faktycznie wykorzystywana w praktyce ma dla tego rządu mniejsze znaczenie niż to, że faktycznie została uchwalona. To przypadek sztandarowych ustaw jak kodeks karny czy zmiana ustawy o sądownictwie – które mimo implementacji nic nie zmieniły w regulowanej materii, sądownictwo jest martwe tak jak było. Także mniejsze ustawy rządowe wykazują podobny trend – można przywołać chociażby ustawę o instytucjach, która jak dotąd nie przyniosła żadnej jakościowej wartości dodanej: powstały z jej powodu statuty dla paru instytucji, które i tak pozostały bez wpływu na te instytucje.

KPA wzywając komunistów do składania projektów szuka platformy, na której może się porównywać z KPD i bić po oczach wyższymi cyferkami w atrakcyjnych wykresach. Poszukiwania te są tym bardziej rozpaczliwe, w im większe problemy popada rząd von Witta, który po wykruszeniu się dużej części składu opiera się już niemal wyłącznie na nim samym. Wąska ławka kandydatów i wewnętrzne niesnaski to temat, który augustianie jak najchętniej by przykryli, najlepiej dyskusjami nad nie zawsze trafionymi ustawami.


[1] Twarde dane na 29 sierpnia (2 tura wyborów): wyborców było 30 osób, parlamentarzystów dziewiętnastu, czyli 2/3 głosujących, przy ogólnej liczbie 83 uprawnionych obywateli. Dodać można, że trend idzie raczej w kierunku dalszego zagęszczenia, wskutek zmian w prawie o obywatelstwie i zmian demograficznych. Na dzień publikacji artykułu mamy 14 parlamentarzystów, przy 40 uprawnionych do głosowania, liczbę obecnie głosujących poznamy 20 listopada po zakończeniu trwającego referendum.  Jeżeli można uznać to za jakąś wskazówkę – niedawna sonda preferencji politycznych przyciągnęła 20 głosujących.

Jesienne haiku 2016

tokugawa

あきのはいく


しょうしゃさんにん Trzech Zwycięzców


Pierwsze miejsce: Mat Max von Salvepol

Nie znam żadnego
Spośród wszystkich kolorów
Tej mroźnej nocy

Drugie miejsce: Torkan Ingawaar

Nie bójcie się słów
Pana Ciemności ale
W sercu chowajcie

Trzecie miejsce: Karol Medycejski

Pius jest Pizą,
Klemens rządzący Rotrią,
Czas już umierać.


しじんのヅリムランヅ Poeci Dreamlandu


Prezerwatyw Tradycja Radziecki:

pora karbiaka
całego obrał ktoś już
nóż mohela lśni

Edi na tronie
bolesny skurcz dokucza
złoto trze skronie

Karol Medycejski:
Dreamland mocno już
Konkordatu od nas chce
Wieniek nawrócon
Auksencjusz Butodziej-Witt:

Pan Witt premierem.
Butodziej jego synem.
Lubią się jak nikt.

Angus Kaufman:

Boli mnie jajo
chyba rośnie mi obcy
modlę się o zgon

Torkan Ingawaar:

Cykl: Nō-karbi-kur wa-hai ku

Siedzę na murze
Zwiędły wszystkie róże lecz
Karbi na sznurze

Doktor pałuje
Karbi szczeka lecz pociąg
toczy się dalej

Karbi mówi mi
Lubię jesień bo wtedy
Krew szybciej stygnie

Nie bójcie się słów
Pana Ciemności ale
W sercu chowajcie

Kościuchkurwachuj
Ciotakomuchgejpedał
Radziutyświnio

Karbi do stołu
Krzyczy Kaufman a w misce
życia smutny kres

Mur rezerwatu
pękł Karbi uchyla nam
Krwawe drzwi raju

Christian von Kluck:

W kraju Dreamlandzie
Lud się gryzie bez celu
Nie widzę sensu

Mat Max von Salvepol:

Zimno, sypie śnieg
Cieszyć się czy może nie
Ciemno robi się


いいかみ Dobrzy Bogowie


Nagrody w konkursie ufundowali: (1) Vladimir Iwanowicz von Lichtenstein, (2) Scholandzkie Towarzystwo Uzasadnionej Pomocy i Dobroczynności im. Svena de Yremy.

Dr Witt o kulturze

Towarzysz Premier Daniel von Witt jak zwykle dostarcza Redakcji Trudu nowych bodźców twórczych. Jest niczym pornos dla trzynastolatka, który oblepia klawiaturę młodzieńczą spermą. Jego zasługi dla rozwoju sztuki plastycznej są nieocenione i niedocenione! Właśnie! Dziś będzie o sztuce i kulturze. Co obecny Rząd zrobił dla jej rozwoju w Dreamlandzie? Zorganizował konkurs dla monarchistów, w którym udział wziął tylko jeden komunista. Minował Leszka van der Fryssaua, którego pisane kursywą posty świadczą o wielkiej inteligencji, na dyrektora Biblioteki świeckiej Róży. Ach, to bardzo dużo! Nie daj Wando jeszcze się przepracują, albo, co byłoby gorsze, wydadzą kilka dreamów więcej na artystów!

Dzisiejszy komiks powstał przy współpracy z tow. Torkanem Ingawaarem.

drwitt

Po co nam konkordat?

Pochodzę ze Scholandii, gdzie nawiązanie do jednego z bogów znalazło się w konstytucji. Jest to też kraj, w którym zwłaszcza w pierwszych latach istnienia działało bujne życie religijne. W samym istnieniu religii w warunkach mikronacyjnych nie widzę niczego złego. Dlaczego więc budzi mój sprzeciw podpisywanie konkordatu z Rotrią?

1c2e_1368225843

Po pierwsze, premier von Witt mówi wprost – chodzi o wyróżnienie katolicyzmu. Jak twierdzi, z dorobku tej religii korzystamy na bieżąco w mikronacjach. Nie będę zaprzeczał. Korzystamy też jednak z osiągnięć innych cywilizacji i religii. Wyróżnienie katolicyzmu w tym wypadku może mieć tylko powody realne. Zdaję sobie sprawę, że często ciężko jest oddzielić swoją postać wirtualną i realną, ale dla zdrowia psychicznego jednak zalecam.

Po drugie, kolejna wypowiedź premiera wskazuje, że kultura to nie jest domena działania rządu. Dlaczego więc religia ma różnić się w tym zakresie od kultury? Poza Skytją, nie ma w tej chwili miejsca w Dreamlandzie, gdzie dzialalność rotriokatolicyzmu byłaby zabroniona. Jeżeli szanowni adwersarze z KPA chcą ustanowienia struktur rotriokatolicyzmu na terenie Dreamlandu, dlaczego sami nie zaczną działań w tym zakresie poza rządem? Myślę, że w Scholopolis znalazłoby się miejsce na katedrę, nie jest do tego jednak potrzebny konkordat. Brak chęci Dreamlandczyków do zakładania tu struktur może jednak być powiązany z poprzednią kwestią – problemem z oddzieleniem osobowości realnej od wirtualnej. Podejrzewam, że dla niektórych religijnych osób zabawy w księdza w czasie wolnym mogą być wątpliwe moralnie.

W Dreamlandzie istniały już wcześniej ruchy religijne. Na poziomie państwowym jednak dominował brak nawiązań religijnych. Nawet, gdy jeden z monarchów przyjął tytuł Wandiszes Glaubens Fertajdiger, przy okazji wygłosił orędzie, w którym przypomniał o laickości państwa.

Zastanawiałem się też, dlaczego – poza względami ideologicznymi – nasi konserwatyści koniecznie chcą zaprosić do nas kapłanów z Rotrii. Mam dwa pomysły.

Jedno – konserwatystom przydaliby się nowi obywatele. Już niedługo kolejne wybory, ktoś oddać głos musi, a rotryjscy kapłani z pewnością wybraliby KPA. Drugie – Rotria to kraj, któremu zdarzają się okresy niestabilności. Szanowni politycy obozu rządzącego dobrze zdają sobie z tego sprawę. Być może również zakładają scenariusz, w którym w przypadku upadku Rotrii kapłani, ze względu na bliskość z Dreamlandem, zdecydowaliby się osiedlić na stałe w Dreamlandzie.

Nie mam nic przeciwko różnorodności religijnej. Sam zastanawiam się, czy nie stworzyć jakiegoś wirtualnego systemu wierzeń. Wyróżnianie rotriokatolicyzmu budzi jednak mój sprzeciw, dlatego w najbliższym referendum zagłosuję na nie.

Umizgi w porannym świetle, czyli jak mieć mokro w spodniach

Szeregowy krzątał się po dyżurce w poszukiwaniu ostatnich łyżeczek kawy. Przy takim zapotrzebowaniu w wojsku na to dobro, jego dostawy przyjeżdżały do jednostki równie często, co zaopatrzenie w amunicję do działek lotniczych. A i tak zdarzało się, że dzielni wojowie cierpieli z powodu jego niedoborów. Niestety, szanse na poranne parzenie kofeiny malały wraz z każdym przeszukanym zakamarkiem. Szeregowy nawet do raportów nie przywiązywał aż tak wielkiej wagi, jak do porannego rytuału narkotyzowania się ziarnami kakaowca z Tropicany.

Starczyć mogło co najwyżej na jedną filiżankę. Tak więc się stało — jedna filiżaneczka aromatycznej latte z mlekiem sojowym i cukrem trzcinowym, powędrowała na stolik w kantynie.

W pomieszczeniu nie było nikogo. W czasie służby dyżurnej w ramach Sił Powietrznych, oddelegowana jest para dyżurna, która ma za zadanie reagować na wszelkie nieprawidłowości w przestrzeni powietrznej kraju i pozostawać w ciągłej gotowości. Większa liczba osób jest zbędną, stąd w kantynie nie przebywał nikt więcej poza szeregowym.

Słońce wisiało jeszcze nisko nad horyzontem. Cały pokój otulony był półmrokiem, chociaż promienie światła delikatnie i nieśmiało przebijały się przez firankę, wpadając do środka i oświetlając profil naszego baristy. W tym świetle doskonale było widać wszelkie nierówności na twarzy zasłużonego wojaka. Czoło i policzki usłane szramami i wgłębieniami, wyglądały jak okopy i zasieki wojny pozycyjnej, widzianej z perspektywy przelatującego nad nimi ptaka. To ślady po ciężkich walkach stoczonych podczas wyzwalania Awary. Były jak medale, jak ordery nadane przez Hetmana za dzielność na froncie. Były powodem do dumy i wskazywała, że mamy do czynienia nie z byle żołdakiem, ale z prawdziwym wiarusem.

Wojak jednak nie pił zaparzonej przez siebie kawy, starczyć mogło tylko na jedną filiżankę. Ta przeznaczona jest dla kogoś innego. Kogoś takiego, kogo już od dawna marzył żeby przelecieć, jednak zrobił to jak na razie tylko swoim myśliwcem. O kim już nie raz rozmyślał w swoich chorych fantazjach. Nie mógł jednak nic więcej zrobić. To jeszcze nie był ten czas…

Rozważania „przy kawce” przerwał nagle dźwięk naciskania klamki. Drzwi powolutku i z cichym skrzypieniem, otworzyły się dosyć szeroko. Pewnym krokiem do pomieszczenie weszła niewyraźna postać, która początkowo ciężko było rozpoznać w oślepiającym blasku porannego słońca. Tak, to była ona.

W jednej dłoni wciąż trzymała klamkę, drugą odgarniała sprzed oczu kosmyk swoich blond włosów, który zasłaniał jej był oczęta. Pewny krok zamienił się w zastój, kiedy zauważyła siedzącego przy stole szeregowca. Delikatnie się uśmiechnęła i jakby od niechcenia rzuciła tylko „czołem, szeregowy”.

Ten wstał gwałtownie, przy okazji trącąc lekko kubek łokciem. „W dupę Wandy!” pomyślał zdenerwowany wojskowy. Nie po to z takim pietyzmem parzył od rana kawę, wcześniej przeszukując każdą szafkę i szufladę, jak gdyby odgrywając starą zabawę cirpofloksjańskich dzieci pt. „gdzie są kurwa klucze do samochodu?!”, żeby rozlać teraz większość płynu po swoich spodniach. Dodatkowo część wylała się tak niefortunnie, że poparzył sobie przy okazji swoją męskość. A trzeba wam wiedzieć, że nie miał się czego wstydzić.

Szeregowy! Znowu piliście przed służbą?! — rzuciła lekko podenerwowana pani porucznik.

Poczerwieniałe z lekkiej złości policzki wspaniale komponowały się z jej naturalnie blond włosami i cudnymi oczętami. Podczas kiedy podchodziła do stołu ze ścierką w ręce, nasz lowelasik ostrożnie zerkał na jej lico. Stała teraz bardzo blisko niego, energicznie ruszając ściereczką po stole, zgrabnymi ruchami czyszcząc upieprzony blat. Czuć było delikatną woń jej ciała, była wszak może pół metra od jego twarzy. Szeregowy zrobił jednak krok w tył, aby lepiej podziwiać jej wdzięki w tym porannym świetle. Z racji jeszcze wczesnej pory dnia, jak i luźnej sytuacji — szła przecież dopiero na kawę — jej mundur leżał na niej dość swobodnie. Nie miała dopiętych wszystkich guzików, co zauważył wnikliwy szeregowy. Z daleka widać było delikatnie ramiączka jej czerwonego biustonosza, a w nim znowuż kawał dorodnych piersiąt. Były takie, jakie lubił — nie przypominały jajek sadzonych, z drugiej jednak strony, nie były wiszącymi workami tłuszczu. W sam raz. Jędrne, niczym żel balistyczny jakiego używa się w jednostce, w celu badania rozchodzenia się pocisków w ciele wroga. Po tym co zobaczył nasz szeregowy, można było śmiało wnioskować, że powstał na baczność i zasalutował dumnie jeszcze jeden żołnierz.

Co się tak gapicie, nie macie co ze sobą zrobić? przerwała te słodkie rozmyślania nieco
wkurwiona całą sytuacją pani pułkownik.
Pomoglibyście mi, a nie tak stoicie jak przydrożna dupodajka.
Nasza żołnierka nie miała dzisiaj dobrego humoru, zresztą cóż się dziwić, kiedy pół jej porannej kawy poszło jak psu w dupę.

Alee, mmm, ja też się poparzyłem… wydukał szeregowy, wskazując na swoje ubabrane portki.


Szeregowy! Czyste spodnie, prane niedawno na święto Sił Zbrojnych, a wy żeście już się ubabrali jak świnia?!

Noo, tak jakoś się rozlało, nieostrożny byłem, przepraszam pani major…

– Jam nie major tylko podpułkownik, więc proszę o stosowny tytuł wojskowy! Na szczęście Wam wybaczam, ale jeszcze raz coś takiego i będziecie czyścić samoloty.

Pani pułkownik podeszła do swojego kompana i zerknęła z bliska na krocze szeregowego.

– To trzeba prędko zetrzeć, bo zostanie plama. Jak powiedziała, tak więc zrobiła.

Delikatnie przejechała swoją dłonią po podudziu szeregowego, żwawym ruchem próbując uporać się z plamą. Ten westchnął cichutko, delikatnie podnosząc głowę ku niebiosom. Pani żołnierz mocno wciskała swoją dłoń w ciało szeregowca, próbując zebrać ścierką pozostałe na nogach fusy. Nie pozostawało to bez efektu na ciele jej pryncypała. Wtem, delikatnie zarysowało się przed twarzą pani porucznik, wybrzuszenie w spodniach szeregowca. Nie wiedzieć czemu, żołnierka nie zauważyła wtłoczenia krwi do ciał jamistych u swojego partnera, i najzwyczajniej w świecie przerwała swój zabieg. Spodnie był już czyste, chociaż nadal mokre, przy czym powodem tego niekoniecznie była jedynie rozlana kawa.

Spodnie, jak i stół były już czyste. Kawa — choć już lekko zimna i rozlana do połowy — mogła zostać wreszcie wypita. Pułkownik usiadła na krzesełku (ahh, a siedzieć miała na czym), chwytając w dłoń kubek z kawą, jednocześnie przebierając oczyma po talerzyku z ciastkami. Na stole walały się też różne książki i czasopisma, w tym takie artefakty, jak podręcznik robienia na drutach.

A wy co, nie pijecie? spytała pani pułkownik.

Szeregowy wciąż nie mógł się wybudzić z transu, nie bardzo też zrozumiał od razu o czym jego partnerka do niego mówi. Opamiętał się dopiero po chwili i parsknął w odpowiedzi:

Nooo, dla mnie już brakło kawy. Tę zostawiłem specjalnie dla pani! naiwnie wierząc, że zyska tym samym w oczach swojego obiektu westchnień.

Kto nie pije kawy, ten szoruje kadłub samolotu! Nie znacie regulaminu, szeregowy?! odpowiedziała pani pułkownik, brutalnie przerywając wesołość u żołnierza.

„Pani pułkownik jak zwykle cięta”, pomyślał nasz jegomość. Nie chciał jednak przerywać tego poranka w ten sposób, dał więc do zrozumienia swoimi gestami, że ostał się jeszcze jakiś zapas kawy, więc może jednak zostać. Podszedł do szafki, a kiedy jego towarzyszka nie widziała, sięgnął ręką do stojącej obok doniczki z uschłą paprotką, nabierał z niej garść ziemi i wpierdolił energicznie do kubka. Zalał wrzątkiem i usiadł przy stole naprzeciwko swojej partnerki.

Próbował to pić, bohatersko nie dając po sobie znać, że czuje się jakby żółw nasrał mu do jamy gębowej. Chuj tam z Awarą! To było prawdziwe poświęcenie! Za to powinien dostać przynajmniej medal Krzysztofa Putry bez Wąsów!

Dalsza część poranka minęła już dość standardowo. Po zaprezentowaniu swojego nieokrzesania, szeregowy nie zdobył się na nic kreatywniejszego, niż rozmowy o planowanej zmianie w umundurowania książęcego wojska. Gównogadka nie kleiła się, co zdołowało doszczętnie jego aspiracje. Poczuł się jak Andrzej z tej sarmackiej porno-strony, podrywacze.sm, gdzie bohater nie miał dużego szczęścia do kobiet, żeby nie powiedzieć, że jest jebaną stuleją. Cóż, raz się wygrywa, raz się wiedzie życie przegrywa. Co jakiś czas tylko pani pułkownik spoglądała na dziwny wyraz twarzy partnera, który zmuszon był pić napar z doniczkowej ziemi.

W końcu czas na kawę dobiegł końca i oboje udali się do wyjścia, zabierając ze sobą swoje klamoty i różne podręczne rzeczy. Pułkownik zapytała jeszcze w samym progu swojego kompana

Co ta kawa wam tak nie smakowała, szeregowy?

To przez ten młynek, kawowy… odpowiedział zmarniały szeregowiec, zamykając za sobą drzwi wojskowej kantyny.

Ciąg dalszy nastąpi…